Ostatnio to bardzo modne wyrażenie. „Fake news”, czyli fałszywa informacja podana do opinii publicznej. Często wielokrotnie powielana i pojawiająca się na wysokich pozycjach w wynikach wyszukiwania. Zwykle informacja przyciąga i jest chętnie udostępniana. Ogólnie kiedy się nabierzemy na taki news, nie czujemy się z tym dobrze. Jednak ktoś zawsze ma jakiś cel, aby udostępniać tego typu informacje. Robią tak często osoby odpowiedzialne za szerzenie propagandy, populiści, osoby oddane swojej ideologii lub chcące wymusić na nas określone spojrzenie na pewne sprawy. Zwykle za tym stoją różne cele: od przejęcia władzy przez widzimisię po pieniądze.

Ogólnie na fake newsy nabierają się często zwykli internauci, ale także dziennikarze i inne osoby, które operują informacją. Można by przyjąć, że na fałszywe informacje może nabrać się każdy z nas.

Jak to działa?

Przykładowo jest idea do rozprzestrzenienia: np. “bluzy z kapturem szkodzą”. Osoby, które przygotowują tego typu informację chcą, aby dotarła do jak największej grupy odbiorców. Przygotowują serwisy pseudonaukowe. Powołują się na wypowiedzi ekspertów. Tworzą dziesiątki wpisów na różnych blogach. Aż w końcu trafiamy gdzieś na Facebooku na informację o “szkodliwości bluz z kapturem”. Zaciekawieni klikamy. Następnie szukamy na ten temat innych informacji. Wpisujemy hasło – zasugerowane w artykule – w wyszukiwarce… A tam dziesiątki wyników na ten temat. Wierzyć czy nie wierzyć? Fake news czy prawda? Oczywiście to bardzo uproszczony przykład szerzenia fałszywej informacji, bo sposobów dotarcia można wymyślić dużo.

A co z opiniami w Internecie?

A teraz wyobraźcie sobie, że chcecie kupić nowy sprzęt do domu. Może to być depilator, pralka a może telefon czy jakieś superżarówki. Najpierw szukacie propozycji odpowiedniego sprzętu. Następnie macie kilka typów i poszukujecie opinii/rekomendacji. Czytacie recenzje na znanych blogach, komentarze i opinie kupujących w sklepach internetowych i serwisach opinii. Udzielacie się na forum. I nagle się okazuje, że za większością pozytywnych opinii o produkcie, nad którym się zastanawiacie stoją producenci, którzy opłacili „obiektywne recenzje”, wykupili „rzetelne komentarze” w sklepach internetowych oraz płacą za komentarze na forum. Jak się czujecie? W żadnym z tych miejsc nie było informacji, że jest to element akcji promocyjnej czy element pozycjonowania produktu w wynikach wyszukiwania. Wierzycie znanym liderom opinii.  Wierzyćie, że oznaczyliby reklamę w odpowiedni sposób. Potem się okazuje, że osoby recenzujące produkt najprawdopodobniej nie miały go nigdy w rękach… A wpisując hasła zasugerowane u tych liderów w wyszukiwarce (np. Google) znajdujemy inne pozytywne informacje i słowa klucze właśnie o tym produkcie. Nie przypomina Wam to czegoś?

Zacznijmy od siebie

Nie mam nic przeciwko działaniom promocyjnym, wykorzystywaniu rekomendacji, staraniom nad lepszą widocznością produktów w wynikach wyszukiwania, ale zastanówmy się czasem, czy nie przesadzamy. Czy przypadkiem nie zachowujemy się jak twórcy fake newsów? Może jednak warto oznaczyć treść reklamową? Dać znać czytelnikowi, że my o tym piszemy, bo to nasza praca – “sam musisz sobie wyrobić opinię”? Niby są to niewielkie rzeczy (tak naprawdę zgodne z polskim prawem), ale przynajmniej nie zachowujemy się wtedy jak twórcy fake newsów. Myślę, że zmiany najlepiej zacząć od siebie.

Tak więc, blogerzy, koledzy dziennikarze, dziennikarki bądźmy uczciwi wobec siebie i innych.

Autor

Pasjonatka Internetu. Absolwentka Marketingu oraz Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej.

Skomentuj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.